sobota, 5 grudnia 2009

Płać sobie...

O tym, że oszczędzanie jest płaceniem samemu sobie już od dawna wiadomo. Nie raz o tym pisałem, inni też ciągle o tym piszą. Na każdym blogu zahaczającym o finanse osobiste, zdaje się też że w prawie każdej książce z tej tematyki itd. pojawia się jakaś wzmianka o korzyściach z oszczędzania.

(autor: Alan Cleaver)

Zatem płać sobie:
  • najpierw:
    słynne "Pay yourself first" które przewija się wszędzie. W tym wariancie płacenia sobie odkładamy określony procent swoich przychodów. Ustalamy poziom procentowy, przynajmniej 10%, i taką część każdej wypłaty odkładamy. Im więcej tym lepiej rzecz jasna.
    Stosuję. :)

  • w środku:
    wariant bardzo regularnego oszczędzania. Polega na codziennym odkładaniu określonej kwoty. Jako przykład mogę podać zainspirowany przez APP Funds projekt "5 złotych dziennie". Obecnie można śledzić ten i ten blog śledzący taki projekt... 5 złotych to mniej niż paczka fajek, więc na pewno warto.
    Osobiście stosuję, ale raczej do "funduszy" celowych.

  • ...i na końcu:
    coś ciekawego dla etatowców żyjących od wypłaty do wypłaty. Gdy pomimo stosowania "Pay yourself first" i odkładania x zł dziennie, jeden dzień przed wypłatą na RORze wiszą sobie jakieś środki, należy je odłożyć.

  • niespodziewanie:
    dodatkowy aspekt to niespodziewana kasa spadająca nam "z nieba" (w przenośni oczywiście ;) ). Warto przygotować się na taki wypadek, tj. mieć ustalony z góry plan działania. Zamiast przepić albo wydać na byle co, lepiej dorzucić do oszczędności...
    Pieniądze nie spadają z nieba, a jeśli leżą na ulicy to są to raczej drobne kwoty, nie mniej jednak warto mieć pewną dawkę determinacji, by odłożyć nadprogramowe środki...
Kiedyś już wspominałem o sposobach budowania kapitału oszczędzaniem, ale pomyślałem, że warto podsumować płacenie sobie i podkreślić, że najważniejsze w takich projektach jest wytrwałość i cierpliwość... Tak, warto.

Miłej niedzieli. A może wypadałoby uczcić Mikołaja i zrobić sobie prezent w postaci choćby przelewu własnego, jednostek funduszu lub kilku akcji jakiejś świątecznej wydmuszki pod rzekomy rajd św. Mikołaja...

wtorek, 1 grudnia 2009

Podsumowanie miesiąca: listopad 2009

Listopad minął, do końca roku 30 dni. Do terminu osiągnięcia celu 11 lat i 1 miesiąc. Za miesiąc koniec roku.

Budowa kapitału:
  • Etap 1: 23% z 10k
  • Etap 2: 2.3% ze 100k
  • Etap 3: 0.23% z miliona
Portfel:
  • 43% - lokaty - 2 starodawne lokaty w OF. Gdyby ktoś chciał założyć lokatę optymalną, to optymalnie jest zakładać ją paczkami po 549,12zł, żeby po zaokrąglaniu dopisywali 9 groszy dziennie. (Niech się wieść szerzy, warto optymalizować póki OF nie zmieni zasad zakładania lokat)
  • 27% - k.o. - środki sobie leżą
  • 25% - fundusze - fundusz akcyjny; tu lądowały nowe środki
  • 5% - SL - pożyczka udzielona na Smavie, raty póki co spłacane w terminie, być może po nowym roku udzielę kolejnej pożyczki na Smavie
Zyski z odsetek - bezsensownie chwalić się paroma złotówkami z kapitalizacji na kontach. Od przyszłego miesiąca ta rubryka podsumowania zniknie.

Blog ogólnie
Systematyczny, ospały wzrost.
Nie będzie dziś zestawienia "śmieszne frazy z Google", muszę przyznać, że ostatnio coraz więcej fraz prowadzących do mnie jest logicznych.

AdSense
Jak ostatnio.
Łącznie blog zarobił już 29€ w AdSense czyli ok. 120zł. +30zł z AdTaily.
Do wypłaty brakuje mi jedynie ok. 10€.

Podziękowania dla blogów, które przyniosły mi najwięcej odwiedzin:
  1. Finanse domowe - jak zwykle 1-sze miejsce, na blogu u Yossariana coś ostatnio się mało dzieje, jednak dalej najwięcej ruchu odsyłanego pochodzi z jego bloga; polecam.
  2. Rentier Blog - jak zwykle, polecam.
  3. APP Funds - jak zwykle, najlepszy blog w tej niszy, polecam
  4. Droga do wolności - nowość w zestawienu
  5. Inwestycje giełdowe - blog Cheeda, znalazł się w TOP5 wg. Trafficu, również polecam
Uczciwie mogę polecić wszystkie blogi umieszczone w zestawieniu oraz na liście, gdzieś po prawej stronie. Jeśli jest ktoś kto mnie linkuje, a ja go nie, to proszę się upomnieć.

sobota, 28 listopada 2009

Trend is your friend. Złapmy go.

Kilka miesięcy temu zacząłem inwestowanie w fundusze. Wspominałem o tym, że jest to inwestycja długoterminowa polegająca na podwieszaniu się pod długoterminowe trendy na polskim rynku akcji. Założenie jest proste: podczas hossy fundusz akcyjny, a podczas bessy fundusz rynku pieniężnego. Skąd jednak wiedzieć jaki jest w danym momencie nasz przyjaciel Trend?

Dziś prezentuję kilka prostych pomysłów na tak zwane łapanie trendu długoterminowego.

  1. Zabawa jedną średnią - prosta, najprymitywniejsza z możliwych zabaw. Wybieramy sobie ulubioną średnią SMA (prosta średnia krocząca) lub EMA (wykładnicza średnia krocząca). Otwieramy ulubione narzędzie do AT, np. stooq.pl, bierzemy jakiś ciekawy indeks, albo nawet spółkę i widzimy co i jak. Możemy użyć EMA55, SMA69 lub wyoptymalizować sobie pod archiwalne dane dowolną inną wartość liczbową. Przypominam, że średnie wykladnicze (EMA) szybciej reagują, ze względu, że dane ze świeższych sesji mają większą wagę...

    Dla przykładu daję wykres KGHM-u, na którym widać, że ktoś stosujący tylko i wyłącznie EMA55 mógł brać w lutym po niecałe 30zł i trzymać do dziś (obecna wycena przekracza nieco 100zł), po drodze zgarniając 11zł dywidendy...
    Czas na szukanie wad... Wariant podstawowy zakłada sygnał kupna/sprzedaży w przypadku przecięcia się średniej i ceny (na wykresie liniowym...). Oznacza to, że w przypadku trendu bocznego będziemy wykonywali mnóstwo bezsensownych transakcji.... Można też pokombinować i dołożyć warunek, że średnia musi dodatkowo rosnąć lub spadać w odpowiednim kierunku by potwierdzić trend itd...


  2. Zabawa dwoma średnimi - rozbudowany wariant zabawy średnią, tym razem średnie są dwie, a ich zadaniem jest wzajemne przecinanie się...

    Jeśli szybsza średnia jest powyżej wolniejszej - mamy trend wzrostowy. I na odwrót - trend spadkowy to wolniejsza średnia poniżej wolniejszej. Tu też można dobierać różne ciekawe wartości, np. SMA13 i SMA26 na tygodniowym, SMA200 i EMA55 na dziennym itp...

    Na przykładowym, tygodniowym wykresie WIG20 włączono SMA13 i SMA26.

    Wady jak w pierwszym punkcie (1 średnia). Ewentualny trend boczny przy dużej zmienności rynku nieźle wyczyści napaleńca.


  3. System zakładający zmianę trendu w przypadku określonej zmiany procentowej - znany również jako Stop-Trend, Darwin+Defender lub Blue Money 10% - na czym to polega sygnał zmiany trendu? Otóż regularnie sprawdzamy jak stoją notowania funduszy akcyjnych. (ewentualnie indeksu lub czegoś jeszcze innego). Interesują nas miesięczne zmiany procentowe. Jeśli siedzimy w akcyjnym i nastąpi 10% zwała w ujęciu miesięcznym (choćby na najgorszym funduszu) to uciekamy do funduszu pieniężnego, ale dalej obserwujemy. Wtedy gdy coś co obserwujemy (np. najlepszy z funduszy) w ujęciu miesięcznym zyska te 10% to ubieramy się w fundusz akcyjny...

    Co i jak znacznie lepiej dowiesz się stąd za darmo (blog harmonogram milionera), z książki "Milion w zasięgu ręki" za 29zł, albo na szkoleniu za kilkaset złotych (jak chcesz to poszukaj info o książce/szkoleniu w Google)...

    Wszelkie wady i zalety opisano na ePortfel.com cz.1 zalety i cz.2 wady... Mnie na pierwszą myśl przyszło: "Łał, nawet debil może inwestować we fundusze, ale co jeśli przez długi czas będzie spadało 9% miesięcznie, tak, że sygnał zmiany trendu nie wystąpi..."

Co z tego wynika? Widać, że prostych i w pewnych warunkach skutecznych pomysłów jest multum. Jednak Świętych Gralów nie ma. Wszystko idzie zoptymalizować pod historyczne dane. Co ja z tym zrobię? Wzruszę ramionami, 1 grudnia dopłacę co nieco do Skarbca, napiszę podsumowanie miesiąca i będę żył dalej wiedząc, że do końca 2020 pozostało 11 lat i 1 miesiąc...

niedziela, 15 listopada 2009

Magiczna formuła inwestowania

Tym razem znów postanowiłem podzielić się książkową koncepcją. Jeśli przeczytałeś tytuł wpisu możesz już kojarzyć, że chodzi o "magiczną formułę" proponowaną przez Joela Greenblatta, autora "Małej książeczki, która podbija rynek" ("The little book that beats the market" - niby ok, ale jednak kolejne ciekawe tłumaczenie). Z reguły należy podejść z rezerwą do wszystkich magicznych rzeczy. Zauważyłem już jednak, że zarówno tytuły książek jak i nazwy różnych pomysłów nie powinny odciągać od zapoznania się z nimi, zwłaszcza wtedy gdy wydają się podejrzane. (przypomina mi się przypadek "Jak zarobiłem 2 000 000$ na giełdzie"...).

(autor: http://www.flickr.com/photos/kaptainkobold/)

Na początku warto zauważyć, że metoda w latach 80-tych i jest dostosowana do rynku amerykańskiego. Nie widziałem szczegółowych danych, ale rzekomo od okresu powstania strategia przynosi średnio dwucyfrowy zysk rocznie.

Na czym ta cała formuła polega? Mianowicie na tym, żeby na początku roku wybrać 20-30 spółek o najwyższym miejscu w tworzonym na potrzeby tej formuły rankingu. Następnie po roku należy wywalić wszystko (ze względu na podatki straty wywalić przez zakończeniem roku podatkowego, a zyski przetrzymać kilka dni dłużej) i zrobić nowy ranking. Można też dobierać 5-7 nowych spółek co kwartał, ale ze względu na dywersyfikację powinno ich zawsze być 20-30...

Kryteria doboru spółek opierają się jak już pewnie zauważasz na analizie fundamentalnej.

Instrukcja obsługi:
  1. Pierwsze sito to przyjęcie minimalnej kapitalizacji, w książce wspomniano o 50 lub 100 milionów (USD) dla inwestorów indywidualnych, czyli na złotówki będzie to odpowiednio 150.
  2. Następnie zalecano wywalić sektor finansowy i użyteczności publicznej, a także firmy zagraniczne. Tu osobiście zastanawiałbym się, nie trzeba przecież w 100% małpować autora, zwłaszcza że rynek amerykański jest inny od naszego.
  3. Dochodzimy do konkretów.
    Należy stworzyć dwa rankingi: wg. C/Z oraz ROC. Nie znajdziemy jednak ROC, więc autor zaleca wziąć ROA i wybrać spółki o ROA min. 25%.
    Trudno jednak szukać takich spółek (osobiście dla ROA min. 25% znalazłem tylko Armaturę, Cyfrowy Polsat i NFI Empic Media Fashion..., tak więc to zły pomysł na kryterium). Brałbym dodatnie ROA lub dodatnie ROE...
  4. Gdy już mamy obydwa rankingi sumujemy miejsca w tych rankingach i tworzymy nowy ranking, wg. ilości punktów.
    Przykładowo spółka Krzak SA jest 5-ta wg. C/Z i 40-ta wg. ROA lub ROE (w zależności czego się trzymamy) więc ma 45pkt, a Niedajsie Investment SA jest 30-ta wg. C/Z a 9-ta wg. ROA/ROE i ma 39pkt. W tym przypadku wygrała Niedajsie SA, jednak w prawdziwym ranking tych spółek będzie więcej.
  5. Gdy mamy nowiutki ranking wybieramy 20-30 spółek i po równo dzielimy kapitał.
  6. Powtarzać co roku, przez minimum 5 lat.

Spostrzeżenia:
  1. Każdy trzeźwy widzi, że aby zacząć inwestować zgodnie z tą formułą wypada mieć jakieś większe pieniądze. W końcu trzeba wziąć 20 spółek, mniej więcej po równo, nie dać się dymać na prowizjach oraz fizycznie objąć akcje (np. 1 sztuka LPP wyceniana jest obecnie nieco ponad 1500zł... przykładowo, bo akurat LPP nie znalazło by się w rankingu). Tak więc strategia dla osób dysponującą minimum 5-cyfrowym kapitałem.
  2. Strategia jest dość pasywna. Podczas hossy na pewno bije rynek, jednak w okresach dekoniunktury spółki wybrane wg. tej formuły również mają szansę tracić. Sądzę, że możnaby nawet spróbować ewentualnie trochę ją ulepszyć i dołożyć jakieś wskazanie analizy technicznej, bo oszczędzić sobie bessy.
  3. Strategia jest długoterminowa. Autor zaleca stosowanie jej minimum 5 lat. Nawet to jednak nie gwarantuje powodzenia, zwłaszcza gdy ktoś wpakuje się na szczycie jakiejś turbohossy, gdy wszystko będzie przewartościowane.
  4. Wszystko zostało sprawdzone w USA. Nie znam statystyk tej strategii zastosowanej na rynku polskim, co nie oznacza, że nie warto dać jej szansy.

Naprawdę finalny wniosek jest taki, że strategia jest dość ciekawa. Zawsze lepiej stosować coś takiego niż pytać teściową, taksówkarza lub małpki (znana małpka Lucy z ZOO w Warszawie w kwietniu, czyli dość dobrym momencie, ubrała się w Bioton, Tepsę, Assecopol, Agorę i Cersanit, dzieki czemu zarobiła 13% podczas gdy WIG20 napompowano o 33%.)


/edit - nie wszystkim chce się czytać i pisać komentarze, więc linki do backtestów strategii wrzucam również do wpisu...

http://info.formulainvesting.com/results/ - dla ostatnich 10 lat - widać, że formuła nawet nieźle radziła sobie w epoce dotcomów, głównie ze względu na to, że nie brała spółek technologicznych które były zbyt przepompowane by znaleźć się w Top20. Zarówno wtedy jak i w ostatniej bessie wystepowały jednak obsunięcia...

http://info.formulainvesting.com/actuals/ - dla ostatnich półrocznych wzrostów

piątek, 6 listopada 2009

Ile trzeba mieć by zacząć inwestycje na GPW

"Ile trzeba mieć, ażeby ryzykować w razie jak się stracić???" - motto dzisiejszego wpisu...

W życiu każdego ciułacza przychodzi taki okres, że ma się nieodpartą chęć wkroczenia ze swoim kapitałem na giełdę i ubranie się w jakieś akcje. Pech chce, że najwięcej takich osób jest zazwyczaj na samym szczycie, choć z drugiej strony to dobrze, bo ktoś z papierami musi zostać...

Jak zawsze tytułowe pytanie można rozpatrywać na wiele różnych sposobów.

(autor: http://www.flickr.com/photos/travel_aficionado/)

Wiele osób twierdzi, że aby osiągnąć coś na giełdzie trzeba mieć na początku przynajmniej 10 000zł, wtedy dopiero zyski są konkretne. Chociaż to pewnie ci sami, którzy twierdzą, że jakiekolwiek odkładanie lub inwestowanie małych sum jest bez sensu oraz że nie ma znaczenia czy kupuje się w Żabce, Rybce czy Biedronce. Wielu inwestorów ma jednak mniejszy niż 10k kapitał: mniejsze zyski, ale i ewentualne straty mniejsze.

Jak to w życiu, do każdej transakcji giełdowej dochodzi oczywiście prowizja. W przypadku eMaklera to 0,39%. Są oczywiście lepsze oferty, np. 0,38% u Aliora, albo 0,25% w xtb. Ale... minimum 3zł. Dla jakiej kwoty prowizja wyniesie równe 3zł? W przypadku eMaklera liczymy: minimalna prowizja dzielone przez 0,39%... i będzie to 3zł/0,39% czyli 769,23zł. Taka jest najmniejsza opłacalna wartość zlecenia. Nie twierdzę, że transakcje na mniejsze kwoty nie mogą być zyskowne. Wtedy jednak potrzeba większych wzrostów, aby wyjść na zero po odliczeniu prowizji.

Dalsza kwestia to ochrona przed stratami, czyli stoplossy, zasada Risk 2% itd. O tym pisałem jakiś czas temu we wpisie "Ochrona przed stratami". Aby obliczyć wielkość pozycji potrzeba nam zatem wiedzieć jak daleko stoi stoploss od ceny zakupu oraz jakim kapitałem się dysponuje.
Zakładając kapitał 2000zł, stopa ustawionego 7% niżej od ceny zakupu i zasadę maksymalnej straty 2% kapitału.
Przykładowo liczymy: kapitał razy 2% maksymalnej straty i dzielimy przez 7% stoplossa. Przykładowo 2000zł*2%/7% to 571,43zł. Czyli w tym przypadku można kupić za właśnie tyle.

Jeśli nie chciało ci się czytać, lecz tylko przeskanowałeś tekst to przypomnę:
  • Minimalna wartość zlecenia to minimalna prowizja przez procentową prowizję. Kupując za mniej procentowa prowizja jest większa, przez co dajemy wydymać się naszemu maklerowi.
  • Zakładamy maksymalną stratę x% (do 2%) kapitału w jednej transakcji.
  • Ustawiamy sobie zlecenie stop loss.
  • Wielkość pozycji liczymy mnożąc kapitał razy x% maksymalnej straty a następnie dzieląc przez procent oddalenia stopa od ceny zakupu. Robi się tak po to, by nie ryzykować za wiele. (patrz motto wpisu na samej górze tego wpisu)
Oczywiście przyjemniej jest mieć większy kapitał, jednak przypadku ciekawej okazji nawet edukacyjne kilkaset złotych nie będzie złe...

Osobiście ciągle śledzę rynek, kilka razy już nosiłem się zamiarami zakupu czegoś, ale jednak za każdym razem albo coś mnie odwiodło, albo nie miałem fizycznej możliwości zawarcia transakcji w danym momencie.. Nie czuje się z tego powodu fatalnie, bo w końcu troszkę na początku wakacyjnych odpałów wpłaciłem coś do funduszu i cały czas dokładam.

Dodatkowo gratuluję dziś wszystkim, którzy dzisiaj dzięki debiutowi PGE zarobili coś, nieważne czy brali w IPO za swoją gotówkę, lewarem, czy dopiero kupili po otwarciu a sprzedali na dziennych maksimach. :)